| wersja do druku  dodaj komentarz  | | opis: | Jedna z polskich mądrości, jedno z polskich życzeń mówi: obyś nie żył w ciekawych czasach. Całe długie życie bohatera dzisiejszego wieczoru upłynęło w tak zwanych ciekawych czasach, tak ciekawych jak burzliwy, tragiczny, niosący niespodziewane zmiany był wiek XX. Nasz dzisiejszy bohater był świadkiem wielkich zdarzeń , które kształtowały losy Polski i Europy. Od Rewolucji Październikowej, przez Kampanię Wrześniową, okupację litewską, sowiecka i niemiecką, wygnanie z kresów, po przemiany ostatnich lat XX wieku. Ale był też świadkiem niebywałego postępu technicznego jaki dokonał się za jego życia i, co ważne, z ochotą z nowych możliwości , które otwierał rozwój techniki korzystał, by poznawać świat i ludzi, realizować swe wszechstronne zainteresowania.
Carpe diem – chwytaj dzień , co toczy się wokół... pewnie tak można by opisać podejście do życia Pana Czesława Hermana. Podejście wsparte świadomie przyswojonymi sugestiami zawartymi w filozoficznym traktacie Bertranda Russela pod tytułem „Podbój szczęścia” wskazującego, iż pełnię życia osiąga się bogactwem zainteresowań.
Bohater dzisiejszego wieczoru miał też dużo szczęścia w swym długim życiu. Przez niemal 60 lat towarzyszyła mu bowiem wspaniała małżonka, dzieląca jego pasje i zainteresowania, ale i pomagająca przeżyć najtrudniejsze etapy życia.
Pan Czesław Herman urodził się 18.stycznia 1909 roku w Indurze koło Grodna, jak sam później mówił, przypadkowo. Jego ojciec, urodzony i mieszkający na stałe w Wilnie, przebywał w okolicy tego miasta, gdzie pracował jako technik przy budowie szos. Ale nowonarodzony niemowlak chrzczony był w Solecznikach Małych, miejscowości w której mieszkali jego dziadkowie od strony matki.
Rodzina Hermanów podzieliła charakterystyczny dla patriotycznych rodzin szlacheckich los. Rodzinny majątek szlachecki w Hermaniszkach w okolicy Bastun został skonfiskowany przez cara w czasie represji po powstaniu styczniowym. Dziadek bohatera dzisiejszego wieczoru pracował jako niższy urzędnik kolejowy. Rodzina pamiętała jednak o swoim szlacheckim pochodzeniu, zachowując stosowne dokumenty.
Na kolei pracował też ojciec pana Czesława, absolwent technikum kolejowego w Wilnie.
W 1910 roku podjął pracę w Petersburgu i do tego miasta przeprowadziła się cała rodzina. Z tym miastem związane jest dzieciństwo pana Hermana.
Czas gdy dzieci rozpoczynają naukę w szkole zbiegł się z znaczącymi wydarzeniami historycznymi, Rewolucją Październikową. Ośmioletni Czesław, który już od piątego roku życia umiał czytać i pisać, widział wydarzenia na ulicach miasta. Później opowiadał o nich jako o nieustające rabunkach sklepów i ogólnym bałaganie, któremu towarzyszył wszechobecny głód, którego sam doświadczył. Do szkoły wysłano go w 1917 roku, od razu do drugiej klasy. Rok później rodzice przenieśli Czesława do nowopowstałej szkoły polskiej przy kościele św. Stanisława, jednak po kilku miesiącach bolszewicy szkołę zamknęli.
W 1918 roku nasz bohater wrócił z dalsza rodziną do Wilna. Ojciec nie uzyskał zgody na powrót, jako niezbędny rewolucji pracownik kolei, wraz z nim została żona. Udało im się wrócić do Wilna w 1919 roku.
Jesienią 1919 roku Czesław Herman rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum Męskim im. Króla Zygmunta Augusta, która kontynuował z roczną przerwą w czasie najazdu bolszewickiego w 1920 roku.
Po maturze w 1928 roku odbył ochotniczą służbę wojskową w Podchorążówce Rezerw Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim i w I Pułku Artylerii Legionów w Wilnie. Zrobił to celowo przed terminem, by później konieczność służby wojskowej nie przerwała mu studiów. Stopień oficerski podporucznika uzyskał w czasie studiów w 1932 roku.
Po powrocie do cywila nastąpił okres studiów na wydziale Prawa i Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie. Po raz pierwszy czapkę studencką założył 30 września 1929 roku. Tytuł magistra uzyskał w roku 1933. Studia więc skończył w terminie, w przeciwieństwie np. do swego kolegi z roku Czesława Miłosza, który jeden rok oblał.
Czas studiów, to dla pana Czesława nie tylko okres intensywnej nauki lecz także, równolegle intensywny udział w życiu społeczności akademickiej.
Właśnie w tym czasie mógł on rozwijać swoje zainteresowania turystyką. Rozwijać , bowiem już wcześniej, korzystając z ulg w przejazdach kolejowych należnych rodzinom pracowników PKP, podróżował poznając bliższe i dalsze części kraju, w pierwszej dekadzie lipca 1926 roku odbył z ojcem podróż po Polsce zwiedzając m.in. Zachęte i Muzeum Narodowe w Warszwie, słuchając koncertu w Szwajcarskiej Dolinie, na którym śpiewały ówczesne sławy sceny operowej: Didur, Dygas, Gruszczyński, Kochańska, Krzyżanowska.
Zanim wstąpił na Uniwersytet wiedział o istnieniu Akademickiego klubu Włóczęgów Wileńskich. Postanowił więc, jako student pierwszego roku, starać się o przyjęcie do klubu. Po raz pierwszy przyszedł na spotkanie klubowe w październiku 1929 roku Stał się jego członkiem wraz z kilkoma innymi kolegami z roku, wśród których byli Lech Beynar (Paweł Jasienica) i Czesław Miłosz. W klubie panowały ciekawe zwyczaje. Na wstępie trzeba było zdać egzamin zarówno w lokalu klubu jak i w terenie. Ostatecznym dokumentem przyjęcia w poczet członków klubu była Metryka Chrztu.
Metryka Pana Czesława mówi, iż na chrzcie klubowym 11 maja 1930 roku w czasie włóczęgi z Wilna do Mickun w obecności m.in. Wygi klubowego, otrzymał on imię Kiki.. Rodzicami chrzestnymi onego młodzieńca byli: ojcem-klub in corpore, matką zasię zacna białogłowa Janina Glinicka. Świadczyła o powyższym zgromadzona Familia Klubowa.
Należy dodać, że Wyga klubu to był ktoś jakby prezes. W późniejszym czasie taką funkcję sprawował też pan Czesław.
Członkowie Klubu mieli bardzo osobliwe pseudonimy: Amator, Kompas, Klukwa, Kilometr( Wacław Korabiewicz), Jeden z nich, Głodomór, napisał swemu koledze imieniem Kiki (Czesławowi Hermanowi) taki oto wierszyk charakteryzujący mimo woli druga pasje pana Hermana, muzykę.
Kiki gra, nuty zna / nosi skrzypki w futerale / i tez śpiewa doskonale / w takt, w takt, w takt / śpiewa tak 2/ Skrzypki mam sobie gram / jako też w muzycznym kole raźno wciąż i wciąż rzępolę / do do re / aż krew wre! 3 W salach na balach / rozlega się moje trio / że aż psy z zachwytu wyją /
hau, hau, hau, grajże , graj / 4 jestem z kłopotem, Głodomora robić smykiem uczę: - będzie on muzykiem, bo już gra , tak jak ja
.5. Widzicie, słyszycie, że ja czasu nie marnuję, piękno w duszach rozdmuchuję głosikiem i smykiem. Wilno , 17 stycznia 1932
Autor: Głodomór – Stanisław Paciulewicz. ( pewnie był to, sądząc po dacie , prezencik na urodziny).
Nie bez potrzeby cytuję ten wierszyk, bowiem za chwile kilka słów poświęcimy zainteresowaniom muzycznym ale to za chwilę.
Członek Klubu Włóczęgów, tego bractwa fanatyków ruchu i młodości uprawiał turystykę pieszą, rowerową i kajakową, choć pływać bohater spotkania nauczył się stosunkowo późno. W kalendarzyku z 1926 roku pod datą 18 lipca znajdujemy taki oto wpis: zacząłem uczyć się pływać, poszło nieźle.
Z Klubem Włóczęgów pan Czesław związany był aż do 1939 roku, mając po ukończeniu studiów tytuł seniora.
Prócz turystyki, także sport był w kręgu zainteresowań Pana Hermana. Był członkiem Akademickiego Związku Sportowego, brał udział w zawodach sportowych jako biegacz, zdobywając medale, grał też w siatkówkę i hokeja na lodzie.
Pora przejść do prezentacji innej miłości Czesława Hermana, muzyki.
Zainteresowanie muzyką obecne było w domu rodzinnym, ojciec pana Czesława był miłośnikiem opery, już w Petersburgu zabierał syna na przedstawienia. Grał również na skrzypcach i gitarze, śpiewał. Bohater dzisiejszego wieczoru poszedł za przykładem ojca i też nauczył się grać na skrzypcach i gitarze biorąc udział w kursach muzycznych prowadzonych przez gimnazjum do którego uczęszczał. W czasie okupacji uczył się prywatnie dwa lata u profesora Konserwatorium Muzycznego Wiktora Weinbauma. Występował publicznie śpiewając i grając już w czasach gimnazjalnych, także jako solista. Dysponował głosem barytonowym. W okresie studiów został członkiem Chóru Akademickiego, był jednym z założycieli Koła Muzycznego oraz członkiem, a nawet kierownikiem Akademickiego Jazzu „Synkopa”. Muzykowanie było nie tylko przyjemnością , ale też i okazją do uzupełnienia studenckiej kiesy. Zespół grał na wieczorkach do tańca, grał najnowsze przeboje, których nuty i płyty nie były dostępne w Wilnie. Jak to było możliwe? Otóż wieczorem koledzy z zespołu stroili radio na Warszawę czy inne rozgłośnie i słuchali nowości płytowych. Któryś z kolegów notował słowa, inny zapamiętywał i zapisywał muzykę, i po próbach zespół grał najnowsze szlagiery już następnego wieczora. Zespół miał największe powodzenie na wileńskich balach.
Początki pracy zawodowej to praktyka aplikancka w Wilnie, a następnie wyjazd na tzw. prowincję. Życie na prowincji oznaczało pełnienie obowiązków sędziego w sądach grodzkich w Jaszunach i Szczuczynie Nowogródzkim. Mimo konieczności wyjazdu z dużego miasta, pan Czesław nie narzekał na życie na prowincji, wszak ksiądz, sędzia i nauczyciel to były postacie powszechnie znane i szanowane w takich małych miejscowościach, a waga sądzonych spraw była adekwatna do miejsca.
Pobyt na prowincji nie trwał długo, przerwała go mobilizacja w końcu sierpnia 1939 roku, zaraz po powrocie z wakacji na Pomorzu Gdańskim.
Pan Czesław Herman brał udział w Kampanii Wrześniowej, od 13 września uczestniczył w obronie Warszawy. Po kapitulacji dostał się do niewoli, wrócił do zajętego przez Sowietów Wilna 31października 1939 roku, obawę przed najeźdźcami sowieckimi przezwyciężyła chęć spotkania się z rodziną.
W czasie okupacji sowieckiej, a później litewskiej i niemieckiej pan Herman podzielił los polskich inteligentów w mieście. Dokumentem zawirowań dziejowych w tym czasie są świadectwa uczestnictwa pana Czesława w obowiązkowych kursach językowych, zależnie od aktualnego okupanta, litewskiego czy niemieckiego.
Aresztowania i zesłania w głąb Rosji uniknął niemal cudem. Był już na liście do wywózki, gdy rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka. Pracował fizycznie jako kolporter gazet, kelner w hotelu i piekarz. Ta przedostatnia praca, w hotelu, szczególnie związana była z jego działalnością podziemną w AK. W hotelu zatrzymywali się wyżsi rangą oficerowie, należało przekazywać informacje o kierunku ich podróży, dacie wyjazdu i nastrojach, zdobywać tajne mapy. Skrzynka kontaktowa, w której należało umieścić informacje znajdowała się pod kopułą kościoła p.w. św. Ducha.
Mówiąc o czasach okupacji, nie mogę nie wspomnieć o niewątpliwej osłodzie tego czasu, jaką dla Pana Hermana stała się poznana przypadkowo w 1940 roku w czasie pracy kolportera gazet, przybyła na studia do Wilna z Litwy Kowieńskiej Halina Snarska, w latach późniejszych małżonka i towarzyszka życia i podróży po całym świecie, również uczestniczka polskiego ruchu oporu w Wilnie.
W czasie okupacji pan Herman był także kierownikiem księgarni, technikiem w fabryce. Od stycznia 1945 roku do października 1946 pracował jako pełnomocnik rejonowy ds. / ewakuacji w Landwarowie.
Do Olsztyna przybył wraz z żona i córką w październiku 1946 roku ostatnim, 125. transportem. Mieszkali tu już jego rodzice. Mimo , że miał propozycje pracy w Warszawie, postanowił pozostać na Warmii oczarowany pięknem przyrody i możliwościami uprawiania turystyki jak również zafascynowany losem ziemi i ludzi opisanych w znanej mu jeszcze sprzed wojny książki ”Na tropach Smętka” M. Wańkowicza. Od samego początku poznawał region czynnie uprawiając turystykę. Poznawaniu Warmii i Mazur sprzyjała też praca w Sądzie Apelacyjnym na stanowisku sędziego śledczego i następnie sędziego grodzkiego. Trzeba było często wyjeżdżać w teren. Wyjazdy takie były okazją do poznania okolic.
W swych wspomnieniach pan Czesław pisze, że praca zawodowa, konieczność licznych przesłuchań sądowych Warmiaków i Mazurów pozwoliła mu poznać tych ludzi, ich trudne życie, ciężki los. Z wielu Warmiakami pozostawał w przyjaznych stosunkach . Wśród nich byli Maria Zientara-Malewska, Władysław Gębik.
W sądach pracował aż do przejścia na emeryturę w 1974 roku. Nie była to łatwa droga zawodowa. W pierwszych latach należało od początku budować sądownictwo spotykając się z problemami różnorodnej wagi, bardzo poważnej ale i czasem zabawnej np. językowej. To, co za chwile zacytuję brzmi nieco humorystycznie, ale i przedstawia też wiedzę o poziomie myśli i skutkach owego poziomu....
Oto fragment pisma do sądu w Szczytnie, w którym pan Herman prosi o zwrócenie uwagi na ortografię w oficjalnych pismach sądu powiatowego instruując, że pisać należy miałem (nie mniałem) pożyczka, przez Ż a uderzać prze rz. Pismo kończy tak: obywatele sędziowie nie zwracają uwagi na poprawność pisowni.....dlatego też przesyłam te spostrzeżenia w celach szkoleniowych i dla dobra służby.
Choć pan Herman przyznawał się zawsze do lewicowych poglądów, nigdy nie wstąpił do żadnej partii politycznej, co w minionych czasach było oględnie mówiąc, niemile widziane przez władze, a w praktyce utrudniało pracę i awans zawodowy a także życie prywatne. Spodziewając się w pewnym okresie rewizji w swoim prywatnym mieszkaniu, zdecydował się nawet spalić w piecu książki będące wówczas na indeksie. Z chwilą przejścia do Sadu Wojewódzkiego na stanowisko zastępcy przewodniczącego był wielokrotnie wzywany do KW PZPR na „rozmowy’ w celu wyjaśnienia swej bezpartyjności. W rezultacie, przez kilka lat był pełniącym obowiązki przewodniczącego Wydziału Karnego bez oficjalnej nominacji i stosownego uposażenia. Nominacje na to stanowisko dostał dopiero w 1966 roku, po tym jak zgodę wyraził KW PZPR.
Pan Herman był człowiekiem niesamowicie dokładnym i skrupulatny, na dodatek dysponującym niesłychanie precyzyjną pamięcią. Te cechy osobowości sprzyjały pracy sędziego. Były też przyczynkiem do opinii o nim , jako o sędzi bardzo twardym, zdecydowanym, broniącym swojego stanowiska. Niejednokrotnie miał on satysfakcję zawodową z tego, że do jego zdania zawartego w votum separatum do przegłosowanego przez ławników wyroku, przychylał się w procedurze odwoławczej sąd wyższej instancji.
Opinie władz zwierzchnich zawarte w aktach personalnych określają go jako sędziego bardzo skrupulatnego i wydajnego w pracy.
W czasie pracy w sądzie sprawował opiekę nad aplikantami (był tzw. patronem) . Wśród tych aplikantów byli m.in. Jan Tarnowski – późniejszy Sędzia Sądu Najwyższego czy późniejszy minister w rządzie J.Buzka, Stanisław Syryjczyk, pani Czesława Gintoft, przewodnicząca Wydziału Karnego Sadu Wojewódzkiego, następczyni pana Hermana.
Sadzę , że postawę moralna Pana Czesława Hermana scharakteryzuje list, jaki znajduje się w domowym archiwum, list przysłany z Izraela przez olsztyńskiego adwokata Dawida Lipkinda, który z racji żydowskiego pochodzenia zmuszony został do emigracji. List datowany jest na 31 grudnia 1957 roku. Przytoczę go w obszernych fragmentach.
„ Wielce Szanowny Panie Sędzio! Zdziwił się Pan Sędzia zapewne, gdy do rąk wziął niniejszy aerogram (list lotniczy) Mimo tysięcy kilometrów, które nas dzielą zachowałem o panu pamięć. Właśnie ta okoliczność pobudziła mnie do skreślenia słów kilku w związku z nadchodzącym Nowym Rokiem. Chcę do życzeń wielu dołączyć też moje życzenia, które są nie mniej szczere od innych.
W wolnych chwilach, gdy przypominam sobie dawne swe dzieje, często staje przede mną postać Pana, człowieka prawego charakteru, sędziego w pełnym tego słowa znaczeniu.
Nie dawałem tego odczuć nigdy, bo przecie łączyły nas stosunki zawodowe i nie stać mnie było wówczas na podobne wyznania, by nie być niewłaściwie zrozumianym.
W Panu nie było nigdy tej obłudy, tego fałszu, które niestety stwierdziłem w wielu wypadkach w Olsztynie, co właściwie w konsekwencji doprowadziło do tak ciężkiej decyzji opuszczenia Polski..... Na szczęście rozłąka nie była dla mnie bolesna, bo tuż przed moim wyjazdem najbliżsi mi zawodowo ludzie zerwali z kunsztem noszone przez lata maski i odkryli w ten sposób prawdziwe swe oblicze....... Piszę tak szczerze do Pana , bo wiem , że Pan potrafi mnie należycie zrozumieć i ocenić sytuację , w której się znajdowałem.”
Pan Czesław Herman przeszedł w stan spoczynku 30 września 1974 roku. Dodać należy, że zarówno w czasie pracy w sądzie , jak i po przejściu na emeryturę był członkiem Komisji ds. Badania Zbrodni Hitlerowskich, a później Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu.
Praca zawodowa nie wyczerpywała energii i woli działania naszego dzisiejszego bohatera.
Przez kilka kadencji był członkiem a następnie Przewodniczącym Sądu Koleżeńskiego (w okręgu, województwie), prowadził w sądzie koło sportowe. Jednak muzyka i turystyka były dominującymi zajęciami pozazawodowymi.
Zacznijmy od muzyki. W 1946 roku zebrała się w Olsztynie grupa muzyków, w tym wielu Wilnian, i utworzyła orkiestrę symfoniczną. W składzie zespołu znajdujemy nazwisko Czesława Hermana, który wszedł w skład Małej Orkiestry Symfonicznej Związku Zawodowego Muzyków RP wiosną 1947 roku. Grał w grupie pierwszych skrzypiec, był członkiem Rady Artystycznej i inspektorem orkiestry (od 1952 roku), a w latach 1951 – 1955 wygłaszał przed koncertami prelekcje popularyzujące muzykę. Przygotowanie prawnicze czyniło go szczególnie pomocnym w chwilach przełomowych dla orkiestry. Szczególnie w roku 1949, po wyjeździe z Olsztyna Mirosława Dąbrowskiego współtwórcy orkiestry. Zespół począł chylić się ku upadkowi, Czesław Herman włożył wiele starań, by orkiestra mogła dalej istnieć. Był współautorem statutu stowarzyszenia pod nazwą Orkiestra Symfoniczna w Olsztynie, które powstało w 1950 roku. Śmiało można powiedzieć, że dzięki tym działaniom orkiestra symfoniczna, a dziś jej spadkobierczyni – filharmonia – ma nieprzerwaną historie od 1946 roku. Z orkiestrą związany był do końca 1955 roku. Wtedy orkiestra zaczęła mieć próby w godzinach porannych, nie można więc było ich pogodzić z praca zawodową.
Podpis pana Czesława widnieje również na statucie Stowarzyszenia Miłośników Muzyki im. Feliksa Nowowiejskiego, do którego powstania przyczynił się w roku 1962.
Rezygnacja z pracy w orkiestrze nie oznaczała rozbratu z muzykowaniem. W latach 1956 – 57 występował w kapeli Włodzimierza Jarmołowicza, a następnie przez jedenaście lat prowadził kapelę Zespołu Pieśni i Tańca Olsztyn, a w latach 1970 - 1973 własny kwartet smyczkowy. Od 1974 roku aż do 1999 , czyli 25 lat, śpiewał w chórze męskim Surma.
Drugim obszarem niezwykle intensywnej działalności społecznej i realizacji wspólnych z małżonka zainteresowań była turystyka. Uprawiali ją już zaraz po przybyciu na Warmię i Mazury poznając nowe miejsce zamieszkania. Pan Czesław z duma mówił, że żadnych wakacji , aż do późnych lat swego długiego życia nie spędził siedząc na miejscu. Początkowo tylko z żoną, później i z dziećmi i wnukami podróżował pieszo, kajakiem i rowerami po całej Polsce, a w latach późniejszych po Europie i nie tylko, samochodem lub autobusem, ale z noclegami w warunkach turystycznych, pod namiotem. Tak państwo Hermanowie zwiedzili Austrię, Turcję, Hiszpanię, Francję, Włochy, byli w Alpach i Pirenejach i w wielu innych miejscach.
Z Oddziałem Warmińsko-Mazurskim PTTK w Olsztynie związał się pan Herman w 1951 roku i już w tym roku brał udział w I Spływie Kajakowym PTTK na trasie Waplewo - Olsztyn , a w roku 1953, kopernikowskim, w spływie rzeka Brdą z udziałem 750 kajaków. Prowadził też społecznie szkółki kajakowe dla młodzieży. Dwukrotnie był komandorem Międzynarodowego spływu Krutynią. Jako doświadczony turysta i krajoznawca uzyskał wiele uprawnień turystycznych. Od 26 maja 1960 roku był przewodnikiem wycieczek turystycznych z uprawnieniami na woj. olsztyńskie rozszerzonymi w następnych latach na województwo warszawskie, kieleckie i krakowskie, a po zmianie podziału administracyjnego Polski na woj. suwalskie i elbląskie.
Miał również uprawnienia do oprowadzania w języku rosyjskim.
Jako instruktor przewodnictwa prowadził liczne szkolenia i wykłady na kursach dla kandydatów na przewodników zwykle z tematu historia Warmii i Mazur, szkolił też przewodników w Olsztynie i w terenie. Przez kilka kadencji był członkiem zarządu i wiceprezesem Koła Przewodników PTTK w Olsztynie.
Był też w latach 1975 - 1989 członkiem Komisji Kwalifikacyjno- Egzaminacyjnej ds. Przewodników przy WKKFiT w Olsztynie, która nadawała na podstawie egzaminów uprawnienia państwowe, pracował w Wojewódzkiej Komisji Przewodnickiej PTTK.
Nie tylko przewodnictwo było polem działalności społecznej w PTTK. Ze względu na duże doświadczenie i wiedzę miał uprawnienia przodownika turystyki kajakowej i pieszej, w 1971 roku otrzymał tytuł honorowego przodownika turystyki pieszej. Przez kilka kadencji pracował w Wojewódzkiej Komisji Turystyki Pieszej PTTK, w końcu lat 70 i na początku 80 był członkiem Komisji Ochrony Przyrody ZG PTTK, a wcześniej i później członkiem takiej samej komisji na szczeblu wojewódzkim.
W połowie lat 80. był również członkiem Zarządu Oddziału PTTK. w Olsztynie. Te liczne funkcje podbudowane były jego wybitną wiedzą krajoznawczą i wieloletnią praktyką turysty. Działalność turystyczna pana Czesława Hermana doceniona została przez Zjazd Walny PTTK, który nadał mu Godność Członka Honorowego PTTK.
Należy wspomnieć też o dwóch mniejszych pasjach bohatera wieczoru, o archeologii i numizmatyce. Pan Czesław był od początku istnienia członkiem Związku Numizmatyków, zgromadził ciekawą kolekcje monet i medali.
W pracy społecznej bohater dzisiejszego wieczoru był tak samo skrupulatny i obowiązkowy, jak w pracy zawodowej.
Jego praca zawodowa i obie pasje zyskały uznanie odpowiednich władz. Pan Herman wpisany został w pierwszej grupie wyróżnionych tym zaszczytem do Księgi Zasłużonych dla Miasta Olsztyna m.in. z Marią Zientarą-Malewską, uzyskał tytuł Zasłużonego Działacza Kultury oraz Zasłużonego Działacza Turystyki, miał Złotą Odznakę PTTK. Lista odznak i odznaczeń obejmuje kilkadziesiąt pozycji. Zakończmy ją najważniejszym z odznaczeń państwowych. W 1970 roku pan Czesław Herman otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Polonia Restituta.
Na koniec parę słów o rodzinie pan Czesława Hermana. Dochował się córki Krystyna, która jest skrzypaczką Filharmonii Narodowej w Warszawie, dziś nieobecna – gra na tournee w Anglii, syna Tadeusza, inżyniera miłośnika turystyki, tradycję muzyczna kontynuuje kolejne pokolenie, wnuk Wojciech Hazuka, który obecnie gra w orkiestrze filharmoników w Lipsku. Wnuk Marcin Herman aktualnie odbywa aplikację sędziowską w Olsztynie. | | data: | 2005-02-26 | | autor: | Marian Jurak, biografia przygotowana do cyklu prezentacji zasłużonych mieszkańców miasta organizowanego przez Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, wygłoszona 09 lutego 2005 na zamku w Olsztynie. | |
| | komentarze (0): | !!! Dziękujemy za wszystkie komentarze i czekamy na nowe - prosimy jednak o stosowanie polskich znaków oraz poprawność stylistyczną i gramatyczną tekstu. !!! Przysyłane zdjęcia powinny być przygotowane wg ... następujących kryteriów
|
|